A story about not cycling

When I was planning my journey, I didn’t know a lot. I didn’t know what countries I was going to visit, where I was going to sleep, how long I would be gone, how much money I would spend. I knew one thing though: I would cycle. A lot, many hours, on new roads. I […]

Czytaj dalej A story about not cycling
Wyróżnione

Olać talent, tylko praca, czyli ja i biegówki, odcinek 1

You can read the English version here. Zawsze chciałam jeździć na nartach. W sumie nic w tym dziwnego, skoro moim idolem w dzieciństwie był Adam Małysz i inni skoczkowie, uwielbiałam też w zimowe wieczory oglądać narciarstwo alpejskie na Eurosporcie. Ale po kilku próbach, gdy mój lęk przed prędkością i utratą kontroli psuł mi całą zabawę, […]

Czytaj dalej Olać talent, tylko praca, czyli ja i biegówki, odcinek 1
Wyróżnione

Życie jest za krótkie na Sarajewo

W wąskich uliczkach leniwie swój dzień rozpoczynały koty. Każdy dom był inny, ale chaotyczna całość, którą tworzyły była w jakiś dziwny sposób przyjemna dla oka. Niektóre były odnowione, odmalowane. Na większości wciąż jednak można było znaleźć wielkie odpryski na tynku i dziury w ścianach. Takie przypominajki: wojna wcale nie była tak dawno. I to, że te wszystkie dziury nie są załatane, to pewnie najmniejszy problem z wszystkich niezałatwionych powojennych spraw.

Czytaj dalej Życie jest za krótkie na Sarajewo
Wyróżnione

Trzeba umieć przegrywać, czyli bośniackich przygód część druga, powrót do Chorwacji i… jeszcze raz Bośnia

Najpierw były nazwy. Zbitki liter, pozbawione znaczenia. Glavatičevo, Bjelašnica, Boračko, Konjic, Jablanica, Prozor, Omiš. Primož dyktował i opowiadał, a ja wklepywałam te magiczne słowa w nawigację. Nazwy połączyły się w krzywą, nadal dość tajemniczą. Co nieco zdradzały cienie na mapie i pofalowana linia ukazująca profil wysokościowy. Rąbka tajemnicy uchylały niebieskie plamy jezior oraz wijąca się nitka tego samego koloru, podpisana jako rzeka Naretwa. Zapisałam trasę w aplikacji i wyruszyłam, by uruchomić proces, w którym nazwy nabierają kształtów i kolorów, zapachów i dźwięków, zaczynają się wypełniać emocjami i przeżyciami.

Czytaj dalej Trzeba umieć przegrywać, czyli bośniackich przygód część druga, powrót do Chorwacji i… jeszcze raz Bośnia
Wyróżnione

Bośnia numer 1: Tajemnicza, intrygująca i jakby znajoma

Było zaskakująco znajomo. Nieotynkowane domy pośród pól. Wzgórza porośnięte soczystą, zieloną trawą. Na szosie raz traktor, raz jakiś zdezelowany Golf dwójka, raz lśniąca czarna Beemka z przyciemnianymi szybami. Normalnie jak w domu. Tylko zamiast kościelnych wież na horyzoncie minarety, a na ulicach czasem kobiety w hidżabach. Pociągająca mieszanka egzotyki i swojskości. W Bihaću, pierwszym mieście […]

Czytaj dalej Bośnia numer 1: Tajemnicza, intrygująca i jakby znajoma
Wyróżnione

Chorwacja po raz pierwszy, czyli szybki zjazd na wybrzeże i jeszcze szybsza z niego ucieczka

Poprzedni odcinek o austriacko-słoweńskich wojażach możecie przeczytać tutaj. Dojechałam do przejścia granicznego, na którym stał sznureczek samochodów. Ustawiłam się grzecznie w kolejce, by po dwudziestu minutach doturlać się do okienka chorwackiej policji granicznej. – Where going? How long? – burknęła do mnie widocznie niezadowolona z życia funkcjonariuszka. – To Rijeka, for two days – rzuciłam, […]

Czytaj dalej Chorwacja po raz pierwszy, czyli szybki zjazd na wybrzeże i jeszcze szybsza z niego ucieczka
Wyróżnione

Bled, Socza, Alpy Julijskie i Steve Jobs japonek, czyli Słowenia (i Austria) rowerem

Z włoskich Dolomitów ruszyłam do Austrii. Nawet nie wiem dlaczego, bo z Austrią jakoś nigdy nie mogę się dogadać, zawsze coś mi tam nie pasuje. Jest drogo, porządnie i nijako. Irytuje mnie idealnie równo przystrzyżona trawa. To, że wszystko jest takie gładziutkie, czyściutkie i poukładane. (W Szwajcarii jakoś mniej mi to przeszkadza, więc może problem […]

Czytaj dalej Bled, Socza, Alpy Julijskie i Steve Jobs japonek, czyli Słowenia (i Austria) rowerem
Wyróżnione

Mokro, zimno i absolutnie zachwycająco, czyli biwak w Dolomitach

Byłam przekonana, że czasy, kiedy potrafię się jakimiś górami zachwycić tak, że z rozdziawioną gębą latam dookoła i cykam bez sensu zdjęcie za zdjęciem minęły bezpowrotnie w momencie, gdy spędziłam parę miesięcy w szwajcarskich Alpach lub ewentualnie po którymś moim pobycie w Norwegii. Góry jak góry, zawsze są piękne, zawsze się tam dobrze czuję, ale przyzwyczaiłam […]

Czytaj dalej Mokro, zimno i absolutnie zachwycająco, czyli biwak w Dolomitach
Wyróżnione

O tym, jak nie jeździłam rowerem

Kiedy planowałam mój wyjazd, nie wiedziałam wielu rzeczy. Nie wiedziałam, jakie kraje odwiedzę, gdzie będę nocować, ile czasu mnie nie będzie i ile pieniędzy wydam. Wiedziałam jedno: będę jeździć na rowerze. Dużo, długo, po nowych drogach. W końcu będę miała czas, żeby jeździć, setki kilometrów, tysiące metrów w pionie. Tymczasem podczas mojego dwunastodniowego pobytu w […]

Czytaj dalej O tym, jak nie jeździłam rowerem
Wyróżnione

Jak jeździć rowerem w saunie, czyli upalne cztery dni w północnych Włoszech

Przez trzy tygodnie w Szwajcarii przeżywam prawdziwą idyllę. Moje życie ogranicza się do jeżdżenia rowerem, wędrowania i dobrego jedzenia w dobrym towarzystwie. Ale droga czeka, jest jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia i mnóstwo przygód do przeżycia. W końcu nadchodzi dzień, by spakować sakwy i ruszyć dalej. Cel: włoska mieścina w Alpach, Cogolo di Peio, gdzie […]

Czytaj dalej Jak jeździć rowerem w saunie, czyli upalne cztery dni w północnych Włoszech