Wyróżnione

Życie jest za krótkie na Sarajewo

W wąskich uliczkach leniwie swój dzień rozpoczynały koty. Każdy dom był inny, ale chaotyczna całość, którą tworzyły była w jakiś dziwny sposób przyjemna dla oka. Niektóre były odnowione, odmalowane. Na większości wciąż jednak można było znaleźć wielkie odpryski na tynku i dziury w ścianach. Takie przypominajki: wojna wcale nie była tak dawno. I to, że te wszystkie dziury nie są załatane, to pewnie najmniejszy problem z wszystkich niezałatwionych powojennych spraw.

Czytaj dalej Życie jest za krótkie na Sarajewo
Wyróżnione

Trzeba umieć przegrywać, czyli bośniackich przygód część druga, powrót do Chorwacji i… jeszcze raz Bośnia

Najpierw były nazwy. Zbitki liter, pozbawione znaczenia. Glavatičevo, Bjelašnica, Boračko, Konjic, Jablanica, Prozor, Omiš. Primož dyktował i opowiadał, a ja wklepywałam te magiczne słowa w nawigację. Nazwy połączyły się w krzywą, nadal dość tajemniczą. Co nieco zdradzały cienie na mapie i pofalowana linia ukazująca profil wysokościowy. Rąbka tajemnicy uchylały niebieskie plamy jezior oraz wijąca się nitka tego samego koloru, podpisana jako rzeka Naretwa. Zapisałam trasę w aplikacji i wyruszyłam, by uruchomić proces, w którym nazwy nabierają kształtów i kolorów, zapachów i dźwięków, zaczynają się wypełniać emocjami i przeżyciami.

Czytaj dalej Trzeba umieć przegrywać, czyli bośniackich przygód część druga, powrót do Chorwacji i… jeszcze raz Bośnia
Wyróżnione

Bośnia numer 1: Tajemnicza, intrygująca i jakby znajoma

Było zaskakująco znajomo. Nieotynkowane domy pośród pól. Wzgórza porośnięte soczystą, zieloną trawą. Na szosie raz traktor, raz jakiś zdezelowany Golf dwójka, raz lśniąca czarna Beemka z przyciemnianymi szybami. Normalnie jak w domu. Tylko zamiast kościelnych wież na horyzoncie minarety, a na ulicach czasem kobiety w hidżabach. Pociągająca mieszanka egzotyki i swojskości. W Bihaću, pierwszym mieście […]

Czytaj dalej Bośnia numer 1: Tajemnicza, intrygująca i jakby znajoma
Wyróżnione

Chorwacja po raz pierwszy, czyli szybki zjazd na wybrzeże i jeszcze szybsza z niego ucieczka

Poprzedni odcinek o austriacko-słoweńskich wojażach możecie przeczytać tutaj. Dojechałam do przejścia granicznego, na którym stał sznureczek samochodów. Ustawiłam się grzecznie w kolejce, by po dwudziestu minutach doturlać się do okienka chorwackiej policji granicznej. – Where going? How long? – burknęła do mnie widocznie niezadowolona z życia funkcjonariuszka. – To Rijeka, for two days – rzuciłam, […]

Czytaj dalej Chorwacja po raz pierwszy, czyli szybki zjazd na wybrzeże i jeszcze szybsza z niego ucieczka
Wyróżnione

Bled, Socza, Alpy Julijskie i Steve Jobs japonek, czyli Słowenia (i Austria) rowerem

Z włoskich Dolomitów ruszyłam do Austrii. Nawet nie wiem dlaczego, bo z Austrią jakoś nigdy nie mogę się dogadać, zawsze coś mi tam nie pasuje. Jest drogo, porządnie i nijako. Irytuje mnie idealnie równo przystrzyżona trawa. To, że wszystko jest takie gładziutkie, czyściutkie i poukładane. (W Szwajcarii jakoś mniej mi to przeszkadza, więc może problem […]

Czytaj dalej Bled, Socza, Alpy Julijskie i Steve Jobs japonek, czyli Słowenia (i Austria) rowerem
Wyróżnione

Mokro, zimno i absolutnie zachwycająco, czyli biwak w Dolomitach

Byłam przekonana, że czasy, kiedy potrafię się jakimiś górami zachwycić tak, że z rozdziawioną gębą latam dookoła i cykam bez sensu zdjęcie za zdjęciem minęły bezpowrotnie w momencie, gdy spędziłam parę miesięcy w szwajcarskich Alpach lub ewentualnie po którymś moim pobycie w Norwegii. Góry jak góry, zawsze są piękne, zawsze się tam dobrze czuję, ale przyzwyczaiłam […]

Czytaj dalej Mokro, zimno i absolutnie zachwycająco, czyli biwak w Dolomitach
Wyróżnione

O tym, jak nie jeździłam rowerem

Kiedy planowałam mój wyjazd, nie wiedziałam wielu rzeczy. Nie wiedziałam, jakie kraje odwiedzę, gdzie będę nocować, ile czasu mnie nie będzie i ile pieniędzy wydam. Wiedziałam jedno: będę jeździć na rowerze. Dużo, długo, po nowych drogach. W końcu będę miała czas, żeby jeździć, setki kilometrów, tysiące metrów w pionie. Tymczasem podczas mojego dwunastodniowego pobytu w […]

Czytaj dalej O tym, jak nie jeździłam rowerem
Wyróżnione

Jak jeździć rowerem w saunie, czyli upalne cztery dni w północnych Włoszech

Przez trzy tygodnie w Szwajcarii przeżywam prawdziwą idyllę. Moje życie ogranicza się do jeżdżenia rowerem, wędrowania i dobrego jedzenia w dobrym towarzystwie. Ale droga czeka, jest jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia i mnóstwo przygód do przeżycia. W końcu nadchodzi dzień, by spakować sakwy i ruszyć dalej. Cel: włoska mieścina w Alpach, Cogolo di Peio, gdzie […]

Czytaj dalej Jak jeździć rowerem w saunie, czyli upalne cztery dni w północnych Włoszech
Wyróżnione

Dziewczę z nizin vs. alpejskie przełęcze. Furka, Nufenen i Grimsel rowerem

W moim przypadku pokonywanie rowerem alpejskich przełęczy przebiega w sposób zbliżony do kupowania spodni (zaopatrywanie się we wszystkie inne elementy garderoby przychodzi mi z łatwością, w przypadku spodni muszę się sporo namęczyć). Wyróżnić można następujące etapy: Internetowy research budzący zapał (w sklepach online wszystko wygląda kusząco!) Droga przez mękę, siódme poty. To, co w internecie […]

Czytaj dalej Dziewczę z nizin vs. alpejskie przełęcze. Furka, Nufenen i Grimsel rowerem
Wyróżnione

O tym, jak rzuciłam wszystko i wyjechałam w Niebieszczady

For English version click here Lotnisko w Bazylei. Wizzairowy samolot ląduje po półtorej godziny lotu. Wysiadam i po chwili odbieram mój bagaż, czyli stary plecak, w którym upchnięte są moje sakwy oraz wielkie pudło z rozkręconym rowerem i mnóstwem zabezpieczającej go gąbki. Po raz pierwszy w życiu muszę skręcić rower, a że moje techniczne zdolności […]

Czytaj dalej O tym, jak rzuciłam wszystko i wyjechałam w Niebieszczady
Wyróżnione

Jedzenie najlepszą motywacją, czyli Kaszebe Runda – kolarstwo gastronomiczne

Jak zmotywować koleżanki z pracy do wystartowania po raz pierwszy w życiu w zawodach sportowych i przejechania ponad 60 kilometrów? Najprostszym sposobem jest zabranie ich na rajd Kaszebe Runda, gdzie zamiast rywalizacji o jak najlepsze miejsce na mecie ważniejsza jest rywalizacja o to, kto najwięcej zje na świetnie przygotowanych przez kaszubskie gospodynie bufetach. Przyznam, że […]

Czytaj dalej Jedzenie najlepszą motywacją, czyli Kaszebe Runda – kolarstwo gastronomiczne

Tour de Ukraine. Etap 2: Nocleg w sklepie meblowym, piękna Czarnohora, jazda po patelni i tajemnica pewnej dętki

Relację z pierwszej części rowerowania po Ukrainie możecie przeczytać tutaj. Kolejny dzień rozpoczynamy pełni entuzjazmu, bowiem po czterech dniach stopniowego zdobywania wysokości w końcu nadszedł moment, gdy zgodnie z odwiecznym prawem natury „co zostało podjechane, kiedyś musi zostać zjechane”. Suniemy więc wesoło i bez wysiłku wzdłuż rzeki Terebli. Bez wysiłku aż do momentu, gdy natrafiamy na jedyny […]

Czytaj dalej Tour de Ukraine. Etap 2: Nocleg w sklepie meblowym, piękna Czarnohora, jazda po patelni i tajemnica pewnej dętki

Tour de Ukraine. Etap 1: Witaj, przygodo!

 Gdybym miała w kilku słowach opisać nasz rowerowy wypad na Ukrainę, chyba najtrafniejszym określeniem byłoby „powrót do dzieciństwa”. Przez niespełna dwa tygodnie czuliśmy się niczym na wakacjach u babci na wsi: byliśmy od rana do późnego wieczora na dworze, zajadaliśmy się krówkami i kanapkami z kremem czekoladowym i przemierzaliśmy krainę zielonych pastwisk i górskich wioseczek, […]

Czytaj dalej Tour de Ukraine. Etap 1: Witaj, przygodo!
Wyróżnione

Dopingowe imperium – recenzja filmu Ikar

Jak to możliwe, że Lance Armstrong, stosujący w każdym ze swoich siedmiu zwycięskich startów w Tour de France pełen wachlarz zabronionych środków (EPO, testosteron, transfuzje krwi) nie wpadł na żadnej z pięciuset kontroli antydopingowych? Czy metody Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) w ogóle działają? Jak łatwo jest oszukać system? Te pytania stawia sobie reżyser nagrodzonego Oscarem […]

Czytaj dalej Dopingowe imperium – recenzja filmu Ikar