Wyróżnione

Trzeba umieć przegrywać, czyli bośniackich przygód część druga, powrót do Chorwacji i… jeszcze raz Bośnia

Najpierw były nazwy. Zbitki liter, pozbawione znaczenia. Glavatičevo, Bjelašnica, Boračko, Konjic, Jablanica, Prozor, Omiš. Primož dyktował i opowiadał, a ja wklepywałam te magiczne słowa w nawigację. Nazwy połączyły się w krzywą, nadal dość tajemniczą. Co nieco zdradzały cienie na mapie i pofalowana linia ukazująca profil wysokościowy. Rąbka tajemnicy uchylały niebieskie plamy jezior oraz wijąca się nitka tego samego koloru, podpisana jako rzeka Naretwa. Zapisałam trasę w aplikacji i wyruszyłam, by uruchomić proces, w którym nazwy nabierają kształtów i kolorów, zapachów i dźwięków, zaczynają się wypełniać emocjami i przeżyciami.

Czytaj dalej Trzeba umieć przegrywać, czyli bośniackich przygód część druga, powrót do Chorwacji i… jeszcze raz Bośnia
Wyróżnione

Chorwacja po raz pierwszy, czyli szybki zjazd na wybrzeże i jeszcze szybsza z niego ucieczka

Poprzedni odcinek o austriacko-słoweńskich wojażach możecie przeczytać tutaj. Dojechałam do przejścia granicznego, na którym stał sznureczek samochodów. Ustawiłam się grzecznie w kolejce, by po dwudziestu minutach doturlać się do okienka chorwackiej policji granicznej. – Where going? How long? – burknęła do mnie widocznie niezadowolona z życia funkcjonariuszka. – To Rijeka, for two days – rzuciłam, […]

Czytaj dalej Chorwacja po raz pierwszy, czyli szybki zjazd na wybrzeże i jeszcze szybsza z niego ucieczka